
Liście jak świetliki w locie niekoniecznym
Spadły, a włosy czesały grzebienie paproci
Niebo pękło pod chmurą - jak kiścią z winogron
I czułam
jak łkają destylowane
Strumienie wilgoci.

Niebo i ogród, błękitny sad
I bielejące brzóz ramiona
Srebrzystej pajęczyny cień
Jak połyskliwej kropli ślad
Utkała snów zwiewna zasłona
Ścieżek milion, jak wstążek ścieg
I usta co nie milczą, lecz nie mówią też
Oczy otwarte-oczy patrzące-śnią :
Ja jestem Tobą - a Ty jesteś mną…

W głębi czarnego boru
Oddech rudego kota
Zwiewa pył księżycowy
Ze stuletnich paproci
W głębi czarnego boru
Szepty leśnych driad
Targają pajęczyny
W cichym szumie gwiazd
W głębi czarnego boru
Na tęczy skrzypek gra
Pająk śpiewa w listowiu…
Tak jak to zwykle… w snach
a.d. 1995

Słyszę - nie słyszę - wichru śpiew
Brzoskwiniowe obłoczki na zenicie drżą
Czas płynie, lub nie płynie też
Nie wiem czy wciąż jestem sobą…
Czy wszechświat już stał się mną?

czysta zieleń traw
pod błękitem przejrzystego nieba
zamykam oczy i słucham
miękkie pasma kwiatów
falują nad moją głową
otwieram oczy i patrzę
księżyc oplótł miękki bluszcz
słońce rozkwitło nagietkami
jestem przebudzona

jasnobłękitna nitka przestrzeni
godziny jak obłoki płyną
znikają granice
srebrzystobiałe fale oddechów
rozkładam szeroko ramiona
wszechświat zaczyna się we mnie

Przeźroczyste myśli
Cicho pousypiały
Ogród rozkłada skrzydła
Miękkie fale drzew
na turkusowej źrenicy
oddychają minutami
Zanurzone w pastelach
dotykają liściami błękitu
kulistej księżycowej tafli
z jasnej zieleni utkany
słońcem poprzetykanej
szeroki liśc łopianu
przygląda się miękko
otulony w ciszę
spełniony
kompletny

Kryształowo-błękitna minuta
Oglądam
Poza czterema wymiarami
Nieskończoność wyleguje się pod niebem
Z chmurami pod poduchą
Maleńki, słoneczny kamyczek
Dotykam
Poza czterema wymiarami
Nieskończoność gra cichą partyturę
Nutami łaskocze w policzek

Na rzęsach koan plecie pajęczynę
W źrenicy milczy kosmiczna przestrzeń
Wyciągam rękę między planetami
…i tylko cisza przejrzysta
bez kresu, bez granic

Pomiędzy ciszą dłoni, zamkniętych w kole
Bezkresne imperium marzeń
Przestrzeń ulotna, białe prześcieradło
Sny i pragnienia pasą się stadami
Rozwiane wysokie źdźbła nadziei
Ruch po okręgu, zmienny, przyśpieszany
Po środku, samotny przystanek ciszy
Oaza, maleńka ławeczka
…i tylko mistrz zadumany
